sobota, 10 sierpnia 2013

Chika...

Hej to znowu ja , żeby nie było nudno to wrzucę tu trochę zdjęć Chiki i opiszę ją trochę. ( będę pisać w jej imieniu)

Hej nazywam się Chika , tak nazwali mnie moi właściciele , z tego co słyszałam miałam się też nazywać Nesca, ale Chika mi się bardziej podoba. Więc opiszę wam moją historię,jak trafiłam do mojego domu.
Było to tak ...

 Najpierw mieszkałam w stodole u pseudo - hodowcy  który miał bardzo dużo, dużo psów , spaniele, buldogi, shih tzu, i dużo innych , tam wychowywali się też moi rodzice , nie pamiętam kim byli ale , wiem że byli rasowi ,bo tylko ja i moje rodzeństwo było mieszańcami, no i tego pewnego razu , pan wsadził mnie i 4 buldogi francuskie i 3 spaniele do auta, przestraszyłam się bo było to moje pierwsze wyjście na dwór a miałam wtedy tylko 3 miesiące, pan, gdy już dojechaliśmy wsadził mnie i moje towarzystwo do jakiegoś dziwnego czegoś z kratkami położył tam kilka gazet i tylko to, ludzie mówili na to ,, łóżeczko " , a miejsce do którego dojechaliśmy nosiło nazwę ,,giełda " , tak przynajmniej mówili ludzie, dużo ludzi do nas podchodziło i nas głaskało, nagle co to? jakaś pani się pyta i coś tam mówi, i daje jakieś papiery, nie liście takie prostokątne z napisem 100 ,i następne a potem zabiera jednego buldoga, myślę co ona robi? kradnie mi koleżankę! nie ważne ,myślę sobie, może bierze , ją na spacerek? Ale nagle podchodzi do mnie jakaś dziewczynka z jakąś panią i ta pani się pyta co się ze mną stanie jak mnie nikt nie kupi , a ten pan mówi ,, pewnie pójdzie do uśpienia" ucieszyłam się bo lubię spać a nazwa nie jest groźna,, Dziewczynka, namawia mamę , ale ta odpowiada że ojciec się nie zgodzi , dziewczynka wyglądała na smutną i potem odeszła...
po kilku godzinach pan zaczął znowu pakować nas do samochodu i  wróciliśmy szopy, ale gdy wróciłam nie było mojego rodzeństwa, byłam zaskoczona... Tydzień później była powtórka tego co było na giełdzie, pan nas zawiózł, dziewczynka sie pytała mamy, ona się nie zgodziła, itp, następny tydzień to samo, i następny też, ale potem było inaczej, bo pierwszy raz ,,padało" , tak mówili na to ludzie, i tym razem ta dziewczynka była z koleżanką, i to był taki dialog :
Mama - ile pan za nią chce ?
Pan - 80 zł
Mama - wezmę za 50 zł
Pan -  ok już ją pani daję.
I wtedy pan  wyciągnął mnie z ,,łóżeczka" i dał w ręce dziewczynki , ta dziewczynka wyglądała na oszołomioną , stała była cała czerwona, bo wogóle się tego nie spodziewała, ale widać było że się cieszyła.
Gdy już odeszliśmy od mojego łóżeczka, to podeszliśmy do ciężarówki, pachniało tam ślicznie, tyle przysmaków, karmy, mniam, Mama tej dziewczynki kupiła jakąś ,,obrożę" i założyła mi ją na szyje, i ,,smycz" i ją przyczepiła do tej obroży, i jakiś worek z karmą , potem mnie postawiła na ziemi i kazała mi iść ale mi się nie chciało bo była zimna ta ziemia, a wogóle to nigdy na takiej nie stałam i byłam zabradzo zdezorientowana żeby iść, więc mnie nieśli na zmianę, droga nie była krótka, ale w końcu doszliśmy na miejsce, tam było tak fajnie tak, ciepło przytulnie, muszę przyznać że lepiej niż w szopie.
Ale miało to też swoje minusy, bo musiałam spać na początku w łazience, choć i tak lepiej niż w szopie, bo miałam tam świeżą wodę,karmę materac dużo gazet, i zabawki , których w szopie nie miałam, no może jeden kijek ale tego nie liczę, potem wszyscy zastanawiali się nad imieniem dla mnie, dziewczynka wymyśliła Sindy, ale odpadło, mama Lucy, a Tata szukał w ,,internecie" , i mieli dylemat Lucy, Nesca, czy Lucy ?
Potem Lucy odpadło, i zostało tylko Nesca, i Chika, no i tak Chika wygrało.
Następnego dnia z rana pojechaliśmy do ,,weterynarza" na szczepienia, i odpchlenie. Było fajnie bo już nic mnie potem nie swędziało gdy pojechaliśmy do domu , przyszli goście i mnie oglądali, Potem poszli i czekało mnie coś strasznego a mianowicie kąpiel, nienawidzę się kąpać to straszne, nałożyli na mnie jakiś żel, nazywali to ,, szamponem" a gdy już mnie trochę wysuszyli to poszłam sobie pobiegać na dwór, było fajnie mogłam sobie biegać jak szalona, miałam nawet nową koleżankę za płotem, owczarka niemieckiego - Lunę, a po drugiej stronie płotu - Kropkę ale, z kropką nie da się gadać ....
A jak później się okazało mieszkała też znami kotka - Milka, można powiedzieć że się dogadałyśmy, ale nie uznawajmy że to przyjaźń , bo co to, to nie.
Czasami przyjeżdżała też do mnie koleżanka , seter irlandzki - Sigma , dogadałyśmy się , choć czasami sprzeczałyśmy się o patyk czy coś takiego.
 Po miesiącu, już nie spałam w łazience , tylko w pokoju mojej pani! tu jest lepiej bo mogę z nią spań na łóżku, ale jak czasami popuściłam to na mnie krzyczała. Tylko ciekawe dlaczego? Przecież każdemu może się zdarzyć.
       No i moje życie nadal takie jest , śpię z moją panią, gadam sobie z Luną, szaleje na podwórku, tylko to się zmieniło, że Sigmy już nie widuję, szkoda :-( To pa pa
To zdjęcie jak byłam malutka,

A to jaka jestem teraz . :-)








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz